niedziela, 25 grudnia 2016

Lion. Droga do domu - Saroo Brierley

     Tylko życie potrafi stworzyć taką historię, o jakiej nam by się nawet nie śniło. To, co w powieściach wydaje się często niemożliwe, w rzeczywistości okazuje się prawdziwe. Losy ludzi bywają tak skomplikowane, że często nie dajemy im wiary, posądzając kogoś o dużą wyobraźnię, lecz życie zawsze zweryfikuje prawdę. Pięcioletni Saroo, czekając na brata na dworu kolejowym zasypia, po przebudzeniu wpada w panikę i szukając rodziny, wchodzi do pociągu i znów morzy go sen . Gdy budzi się w oddalonej półtora tysiąca kilometrów Kalkucie, ciężko wyobrazić sobie nawet jak może dać radę i do czego będzie zmuszony, aby przeżyć. Niewyobrażalne zastraszanie, głód, ciągła ucieczka przed handlarzami organów ludzkich, żebranie o cokolwiek do jedzenia.
Na swojej drodze na szczęście napotyka też i dobrych ludzi i właśnie dzięki jednemu z nich zostanie otoczony w końcu właściwą opieką i możliwa jest jego adopcja. Trafia do Australii, do rodziny, która jest w stanie zaoferować mu oprócz miłości to wszystko, na co nie mógłby mieć możliwości w swoim rodzinnym kraju. Opieka medyczną, możliwość wykształcenia, te rzeczy wydają się dla nas czymś codziennym i dostępnym. Indie to jednak kraj olbrzymich kontrastów a bieda jest jedną z największych na świecie. Saroo nigdy nie zapomniał swojej rodziny. Jego marzeniem jest odnaleźć ją, czy jest to jednak możliwe? Czy zaufa swojej pamięci a jego postanowienie będzie na tyle silne aby mu podołać?
    Czytając tę książkę trudno momentami nie poddać się wrażeniu, że jest ona tylko i wyłącznie fikcją. Pewne wydarzenia, sytuacje, wydają się na tyle nieprawdopodobne, że z trudem przyjmujemy do wiadomości – to działo się naprawdę. I jest to zdecydowany atut tej powieści. Zarówno główna postać jak i jej historia, wzbudza taki ogrom emocji, że nie sposób poddać im się i stać się bezpośrednimi uczestnikami zdarzeń.
Według mnie jest to książka o niesamowitej tęsknocie; za matczyną miłością, miejscem do którego w jakiś sposób się przynależało. Dla Saroo rodzina stanowiła kwintesencję istnienia, gdy zaginął był tak mały, że nie poznał jeszcze innego świata. Wspaniałe jest to, że w tej chwili nowoczesne technologie są niebywale przydatne w takich poszukiwaniach a i przez to kontakt z wieloma osobami zdecydowanie ułatwiony.
    Każdy z nas ma w swojej pamięci miejsca, z którymi się utożsamia, i bez których jego przeszłość wydaje się mieć luki czy być niepełna. Główny bohater wyrusza w podróż aby odnaleźć również cząstkę siebie, pozostawioną w rodzinnej miejscowości. Czy uda mu się ją odnaleźć?
Zdecydowanie polecam.




środa, 23 listopada 2016

Leśna Polana - Michalak Katarzyna

  Często zastanawiałam się w czym tkwi fenomen twórczości Katarzyny Michalak, której książki jak powszechnie wiadomo, według raportu sporządzonego przez Bibliotekę Narodową, były ostatnio najczęściej wypożyczane. Zdetronizowała tym samym kilku autorów, których prozę na pewno można uznać za bardziej ambitniejszą. Czy to my, czytelnicy, szukamy treści lekkich, często nawiązujących bo bajek, by w trudnym nieraz dla nas czasie razem z autorką uruchomić wyobraźnię, zmuszając ją do pewnych wizualizacji i stawiania sobie określonych celów, czy po prostu jesteśmy tak zmęczeni, że przestajemy rozróżniać treści ambitne od tych niższego lotu ?
   „Leśna Polana” to pierwszy tom nowej sagi, powielający w wielu płaszczyznach pewien schemat poprzednich książek autorki, która i tym razem stawia na swój pewniak, a mianowicie wywoływania ogromu emocji. Muszę przyznać, że z każdym następnym tytułem ogarnia mnie jednak coraz większe przerażenie. Ogrom okrucieństwa, gwałtów, bestialstwa w treści jest coraz bardziej porażający. I jeżeli sam wątek fabularny możemy uznać za mało realny i ckliwy ale do przeczytania, to cała otoczka jednak zmusza do pewnych przemyśleń, typu „po co”. Mało tego, tym razem autorka sięga po temat trudny, w Polsce cały czas wzbudzający mnóstwo emocji – ubeckich działań. Ta powieść jest nimi całkowicie przeniknięta i to one mają za zadanie wstrząsnąć czytelnikiem. Stanowiące jakby drugi plan, lecz mające ogromny wpływ na obecne życie bohaterów. I tak oni jak to w powieściach pani Michalak są albo dobrzy albo źli, albo mamy ich kochać albo nienawidzić, jakby człowiek nie miał prawa posiadać zarówno negatywnych jak i pozytywnych cech charakteru. Zastanawiam się też czym kieruje się autorka nadając pewne nazwiska swoich bohaterów a la Prado, które po prostu mnie rozbawiały, i przeszkadzały w odbiorze lektury.
   Myślę jednak, że „Leśna Polana” na pewno znajdzie swoich sympatyków, którzy traktują prozę pani Michalak jako pewną odskocznię od dnia codziennego, nie zastanawiają się nad przyczyną i skutkiem pewnych wydarzeń opisanych w fabule i których nie złości ich wielkie nieprawdopodobieństwo. Wiadomo jednak, że ile czytelników, tyle zdań dlatego najlepiej samemu przekonać się, czy to jest właśnie to czego się spodziewamy. Ja niestety czuję się nie tylko rozczarowana le i troszkę oszukana przez autorkę, ponieważ miałam nadzieję na coś nowego, nie tematycznie powielanego. I zawiodłam się.

niedziela, 2 października 2016

Uratuj mnie - Anna Bellon

Powieści New Adult dwa lata temu weszły przebojem do księgarń i można już stwierdzić, że całkowicie ostatnio zdominowały rynek literatury dla młodzieży."Uratuj mnie" to jeden z jej tytułów, wcześniej udostępniony na Wattpadzie, gdzie przeczytało go ponad milion użytkowników. Nie da się ukryć, że jest to reklama nie lada, dlatego sięgnęłam po niego z ogromną ciekawością. Śmierć najbliższej osoby to ogromna trauma, doświadcza jej Maia, która traci swojego ukochanego brata. Pamięć wypadku w którym uczestniczyła razem z nim, w ogóle nie chce przyblaknąć, tym bardziej, że irracjonalne poczucie winy nie chce jej opuścić. Dziewczyna zamyka się w sobie, coraz bardziej izoluje od otoczenia, zaczyna być w szkole nazywana dziwadłem, nikt nie ma ochoty z nią rozmawiać.
Mimo, że minęły już trzy lata, stan jej nie ulega zmianie. Pogrążona w niemej rozpaczy, tak naprawdę nie chce nic zmieniać?, nie ma ochoty otwierać się na świat, jakby karząc siebie, za to, że ona pozostała na tym świecie.
Gdy w szkole zjawia się nowy uczeń Kyler momentalnie pomiędzy nimi przebiega iskra.
Chłopak marzy o ukończeniu szkoły, ucieczce jak najdalej od swojego brutalnego ojca, jego życiem, jest jego zespół. Czy on, równie zamknięty w sobie jak Maia potrafi otworzyć się na innego człowieka, czy również wybierze swój własny, bardziej pewny świat?

"Uratuj mnie" to powieść , którą można przyrównać do niemego krzyku - pomóż mi, pokaż mi życie na nowo. Obydwoje mimo, że postawili wokół siebie ogromne mury, to wyposażyli je w niewidoczne, małe furtki. Czy dadzą im szansę na otwarcie?
Można pokusić się o stwierdzenie, że tego typu powieści, maja pewien schemat, który może za każdym razem ulega małej modyfikacji, to jednak historie toczą się podobnym torem. Nie sposób jednak zapomnieć o ogromie emocji, jakich doświadczają bohaterowie i jakie szybko udzielają się czytelnikom.
I cieszę się ogromnie, że i tutaj autorka mnie nie zawiodła, wprowadzając elementy fabuły takie, jakich w ogóle się nie spodziewałam, i troszkę zapędziła mnie w tak zwany kozi róg. Lata dojrzewania to ogromnie trudny czas, kiedy niejednokrotnie ciężko jest poradzić sobie z samym sobą i galopująca huśtawką nastrojów. Gdy do tego dojdzie prawdziwa tragedia, to trzeba być naprawdę silnym, aby nie przesłoniła ona życia tu i teraz, jak i w przyszłości. Czy bohaterom powieści uda się zdać taki egzamin?
Zdecydowanie polecam.



czwartek, 2 czerwca 2016

To skomplikowane - Julie Jessica Park

   Był czas, kiedy znalezienie w księgarni dobrej książki młodzieżowej graniczyło z cudem. W tej chwili, można przebierać i wybierać z ogromnej ich ilości, a wiele jest pozycji naprawdę wartościowych. „To skomplikowane” to na pierwszy rzut oka powieść idealna na wakacje, lekka i przyjemna, poruszająca temat dorastania i zamykania pewnych okresów w życiu. Julie, absolwentka liceum w Ohio, jedzie rozpocząć studia w Bostonie. Na miejscu okazuje się jednak, że lokal w którym miała zaplanowane mieszkać tak naprawdę nie istnieje. Z pomocą mamy dostaje schronienie w dość nietypowej rodzinie Erin Watkins. 13 letnia Celeste to osóbka dość ekscentryczna o ogromnej inteligencji hołubiąca bezustannie kartonowy model nieobecnego w domu brata Finna a Matt to z kolei genialny student matematyki. Ich rodziców stale nie ma w domu, pochłonięciu są badaniami i pracą naukową. Gdy już zawitają w domowe pielesze, prowadzą zadziwiające dysputy ze swoimi dziećmi, językiem skomplikowanym, dystyngowanym, z lekkim patosem. Czy to taka pewna maniera, czy zamierzone działanie?
Czy jest możliwe aby Julie dobrze czuła się w tym miejscu i została zaakceptowana przez rodzinę ? Czy można pokochać kogoś jedynie rozmawiając z nim na czacie? Julie niespodziewanie zostaje przez rodzinę wciągnięta w pewien rodzaj gry, gdzie jej cechy charakteru takie jak upór i ciekawość świata będą ogromnie pomocne.
  „To skomplikowane” to bardzo dobra, wielopłaszczyznowa powieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Każda rodzina ma jakieś swoje sekrety i zwyczaje, jednak Watkinsowie zdecydowanie w tym brylują. Autorka świetnie nakreśliła klimat powieści, dużo niedomówień, brak odpowiedzi na nasuwające się pytania powodują, że czytelnik zaczyna czuć pewien niepokój, który jednak zdecydowanie uatrakcyjnia fabułę. Książkę czyta się błyskawicznie, jest napisana bardzo ładnym, prostym językiem. Można by stwierdzić, że pewna „normalność” tej powieści jest jej absolutnym plusem. Poruszane tematy jednak do takich prostych nie należą i tu należą się brawa dla autorki za takie a nie inne ich przedstawienie. Ciekawi bohaterowie, plastyczność ukazanych sytuacji sprawiają, że książka ta ogromnie przyciąga uwagę czytelnika, który stara się, aby nic kompletnie nie umknęło mu z fabuły. Osobiście jestem ogromnie pozytywnie nią zaskoczona, dlatego polecam zarówno młodszym jak i tym starszym czytelnikom, ponieważ jest zdecydowanie godna uwagi.



wtorek, 3 maja 2016

Harem Sulejmana - Colin Falconer

       Niewątpliwie zaletą powieści historycznych jest to, że opierają się na faktach i czytając je na pewno w jakiś sposób poszerzamy swoją wiedzę. Książkę Colina Falconera znałam już z poprzedniego tłumaczenia, kiedy to została wydana pod tytułem „Harem”. Wszyscy jednak w pracy jak i znajomi stale mówili ostatnio o „sułtańskim” serialu, dlatego z przyjemnością i dużą ciekawością przeczytałam ją powtórnie. Złota epoka Imperium Osmańskiego kwitnie, gdy na tronie zasiada sułtan Sulejman II. Do jego haremu dostaje się Hürrem, niewolnica o niesamowitym wyglądzie. Bardzo szybko zostaje ona ukochaną sułtana – Roksolaną. Oj biedny ten, kto da się zwieść jej urodzie i niezaprzeczalnej inteligencji. Jeszcze biedniejszy ten, który stanie jej na drodze. Kobieta jest żądna zemsty, pragnie całkowicie okręcić wokół palca Sulejmana, stanowi to część jej planu odwetu. Ma niezaprzeczalne atuty; silny charakter, umie świetnie planować, jej intrygi i spiski to majstersztyk. Zdobycie takiej pozycji u boku Sulejmana, by jego decyzje były jej decyzjami, to jej główny cel. Następny doprowadzić do upadku ród Osmanów. Ponieważ idealnie realizuje to co zaplanuje, nazywana jest przez postronnych również Czarownicą. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że główna bohaterka to Polka Aleksandra Lisowska, porwana przez Tatarów w Rogatinie nad Dniestrem.
     Musze przyznać, że autor ogromnie interesująco wprowadza czytelnika w epokę, ze szczegółowością przedstawia nam ówczesny Stambuł, jego koloryty i wręcz zapachy. Ukazuje panujące w nim układy i układziki, sympatie i antypatie jak i sfery rządów.
Równie ciekawym wątkiem jest uczucie jakie łączy Abbasa i wenecjankę Julię, która pochodząc z zamożnej i szanowanej rodziny nie powinna darzyć miłością innowiercy. Jak można się było spodziewać okaże się to tragiczne dla obojga. Zdarza się ostatnio coraz częściej, że popularność danego serialu powoduje wznowienie, czy też tłumaczenie na nowo jakiejś powieści. Tutaj na pewno fenomen filmu wpłynął na wydanie powieści, która świetnie uzupełnia ekranizacje, dodając jej jeszcze więcej smaku i pikanterii. Napisana prostym lecz ogromnie obrazowym językiem, niesamowicie wciąga i wzbudza u czytelnika ogrom różnorakich emocji. Niedowierzanie lecz i pewien zachwyt będzie mu towarzyszył od początku aż po sam koniec. Barwni bohaterowie, wspaniałe wnętrza, prawdziwa historia to zdecydowane atuty tej powieści. Samą fabułę zdecydowanie można porównać do mieszanki interesującej powieści sensacyjnej połączonej z „Królami przeklętymi” . To nie tylko romans, to powieść pełna ciekawych i intrygujących wątków obyczajowych ...Zdecydowanie polecam!


.



piątek, 8 kwietnia 2016

Ballada o drobnym karciarzu - Lawrence Osborne

„To hazard,ale hazard ma to do siebie, że można przegrać lub wygrać. Ten kto gra, zawsze musi się liczyć z przegraną, lecz ten, kto nie gra, nie wygra nigdy.” - Waldemar Łysiak

 
     Ostatnio czytałam dużo książek, o których naprawdę mogę napisać, że były dobre. W każdej jakiś poruszany problem dotyczył mnie bezpośrednio a ich wielowymiarowość nie powodowała nudy i budziła zainteresowanie. Za każdym razem jednak jak brałam do ręki nową powieść, miałam nadzieję, że będzie ona tą wyjątkową, która zostanie już w mojej pamięci na zawsze, a we mnie wzbudzi podziw do autora. Lawrence Osborne to brytyjski pisarz dziennikarz i podróżnik, mieszkający obecnie w Bangkoku. Studiował języki nowożytne w Fitzwilliam College w Cambridge i na Uniwersytecie Harvarda. Jego wcześniejsza powieść „Przebaczenie” podobała mi się lecz czułam pewien niedosyt. Czegoś mi w niej brakowało, wydawała się niepełna treściowo. Dlatego z ogromną chęcią sięgnęłam po „Balladę o drobnym karciarzu” z nadzieją, że ona zrekompensuje mi ten pewien brak. Główny bohater, niegdyś szanowany człowiek, popęłnia przestępstwo i musi uciekać z kraju. Lord Doyle (tak nazywają go miejscowi) zatrzymuje się w Makau, wielkiej, przeludnionej kolonii, pełnej luksusowych hoteli jak i wielonarodowej rzeszy mieszkańców. Jego domem staje się największe w mieście kasyno, gdzie trwoni wszystko co ma na grę w bakarat. Powoli zatraca się w nocnym życiu- drinkach, zabawie, prostytutkach. Gdy jednak na swojej drodze spotyka ją – Dao Ming- chińską kurtyzanę, wszystko dla niego zaczyna mieć pewien aspekt nierealności, przytłumienia. Rozpoczną się dla niego dni, w których oprócz hazardu, pewnych nawyków, zabawy ujawnią się inne aspekty życia, przeżywania i codzienności. Autor kreśli postacie swoich bohaterów po mistrzowsku. Ogromnie prawdziwi, emanujący pewnymi tęsknotami, zwracają na siebie uwagę czytelnika, który skupiając się na nich, na ich przeżyciach, byciu, zwraca coraz mniejszą uwagę na swoistość prowadzonej fabuły. Piękny język powieści momentami hipnotyzuje, wprowadza w klimat kolorowego miejsca, lecz jakże pełnego złudzeń i straconych nadziei. Czułam się jakby autor, uchylił rąbka tajemnicy i pozwolił bezpośrednio uczestniczyć mi w życiu miasta i dał możliwość poczuć jego zarówno pewną mroczność jak i piękno przenikających kolorów.
     Autor w powieści nie stroni od trudnych tematów ; hazard, uzależnienie, brak jakiejkolwiek nadziei, chroniczne kłamstwa, to podstawowe elementy fabuły. Tak samo dywaguje nad ludzka naturą, głównie skupiając się na jej ciemnych stronach. Wszechobecna wina, brak żalu za popełnione przestępstwa, niemożność odczuwania głębszych emocji. Uczucia ulegają pewnym modyfikacjom niepozwalającym na głębsze odczuwanie. Jedynie smutek widoczny o każdej porze dnia jak pośredni główny bohater, uzupełnia ciąg zdarzeń. Ogromną zaletą tej książki, pomimo jej nietypowej monotonii jest pewna duchowość, którą czytelnik momentalnie wyłapuje, która jest czymś, co stanowi barierę pomiędzy stanami euforii głównego bohatera a jego ciężką depresją. Czy jest on w stanie zrozumieć swoje uczucie do Dao Ming, czy jest w stanie wyrwać się ze swojego snu i naprawdę go poczuć ? Czy młoda kobieta istnieje naprawdę, czy też jest wytworem jego chorej już wyobraźni ? Co dzieje się faktycznie, a co jest tylko pewnym wyobrażeniem?
    Powieść ta po prostu mnie zachwyciła. Nie spodziewałam się, że historia karciarza, hazardzisty dostarczy mi tak dużej palety emocji, w której co prawda dominował smutek, lecz jakże wielowymiarowy. Bo przecież i on może być twórczy i wskazywać pewien kierunek, którym podążamy. Zdecydowanie polecam spróbować  i takiej drogi.



.





sobota, 27 lutego 2016

Jak zapomnieć eksa. Zeszyt naprawdę skutecznych ćwiczeń. Rebecca Beltrán

   Trudno walczyć ze swoimi emocjami, jak również ogromnie ciężko trzymać je w ryzach. Gdy do tego dochodzi sytuacja, ogromnie dla nas przykra, gdy jesteśmy zawiedzeni, to łatwo popaść w smutek czy nawet depresję. Zdecydowanie jedną z takich przyczyn jest rozpad związku, a gdy jest on spowodowany np. niewiernością partnera, miotają nami uczucia, które zdecydowanie ciężko okiełznać i bardzo szybko przychodzą nam do głowy różnorakie dla tej osoby, zabójcze pomysły. „Jak zapomnieć eksa. Zeszyt naprawdę skutecznych ćwiczeń” to pozycja doskonała dla wszystkich, którzy cierpią z powodu utraty byłej połówki. W sposób ogromnie humorystyczny autorzy proponują wykonanie zadań, które maja na celu wyciszyć nasze emocje, jak i z nimi po prostu dojść do ładu. Nie da się ukryć, że jesteśmy wtedy wściekli na byłego, życzymy mu co najgorsze i mało kiedy patrzymy na naszą sytuację obiektywnie. Możemy jednak na przykład narysować swoją ogromną złość, zaplanować daleką podróż ale bez smutku, wypisać najbardziej żenujące sytuacje w jakich było się z byłym i narobiło sobie wstydu, czy też gotować zemstę na bardzo wolnym ogniu. Mamy również podane sposoby na to jak pozbyć się rzeczy byłego partnera, i tak na przykład możemy je dokładnie spakować i schować w takie miejsce, w którym jesteśmy przekonani, że ulegną zniszczeniu. Dobrą rzeczą jest też spisanie wszystkich swoich żali na kartce i utylizowanie jej w wyrafinowany sposób. Po sposobie opracowania poradnika widać, że zarówno autorka jak i ilustrator, nie dość, że znają się na psychice kobiecej, to posiadają ogromne poczucie humoru. Gdy pokazałam książkę paru znajomym, nie było osoby, która by nie wydała z siebie chichotu, wertując jej strony do końca.  Autorzy czytelnika zdecydowanie zmuszają do pewnych działań, które mają odciągnąć go od samodestrukcjii. Proponują bardzo dobrą terapię, która przegania czarne myśli i pozwala dojrzeć pozytywy zaistniałej sytuacji. Ogromnie ważna w poradniku jest jego grafika i zastosowanie tylko trzech kolorów; czarnego, czerwonego i białego. Idealnie obrazują one pewne poczynania jak i emocje jakie nami wtedy kierują.
    Na rynku wydawniczym możemy spotkać mnóstwo, różnego rodzaju poradników. Ten zdecydowanie wyróżnia się swoja prostotą i i myślę, skutecznością zawartej treści. Może być również świetnym motywacyjnym prezentem. Poprawia humor nie tylko zbolałym duszom. Polecam!!

sobota, 6 lutego 2016

Wiek cudów - Karen Thompson Walker



    Bywają takie książki, które już od pierwszej strony wprawiają czytelnika w zdumienie. Z reguły sięgając po debiut jestem bardzo ostrożna w swoich ocenach. Tutaj jednak od samego początku zafascynował mnie styl, w jakim książka jest ona napisana, jakich określeń używa autorka, wszystko to  powoduje, że najważniejsze staje się nie to, o czym jest powieść, ale w jaki sposób została zapisana. Zdaję sobie sprawę, że na pewno dużą rolę spełniła tutaj tłumaczka Anna Gralak i że tekst jaki trzymam w rękach jest jednak również jej dziełem. Wynik pracy wyszedł jednak naprawdę znakomity. Autorkę zainspirowało trzęsienie ziemi w Indonezji w 2004 roku, które było tak silne, że wpłynęło na ruch wirowy naszej planety. Następuje „spowolnienie,” które powoduje wydłużenie się czasu dnia i tak naprawdę jest to początkiem zbliżającego się końca świata. „Na początku nie wiedzieliśmy o tym, dodatkowym czasie, który wybrzuszał gładką krawędź każdego dnia niczym kwitnący pod skórą guz”. Główna bohaterka, Julia, staje się obserwatorem niepokojących zdarzeń, zachowań, które mało co mają wspólnego z moralnością . Patrzy jednak na wszystko jakby przez szybę własnych, małych końców świata, dla niej będących jednak najważniejszymi. Jej emocje podporządkowane są bardziej jej zamkniętemu, osobistemu przeżywaniu. Trudno konfrontować je z kłamstwami dorosłych, zanikiem empatii. Czy są rzeczy,  wydarzenia, które pozwalają na zachowania, które nie podlegają żadnym normom? Czy naprawdę widmo apokalipsy może stać powodem całkowitej alienacji? Trudno dostosować się do dnia, który powoli wydaje się nie mieć końca. Niełatwo  wykonywać codzienne czynności wtedy, kiedy tak naprawdę godzina zostaje np. zamieniona w sto osiemdziesiąt minut. Czy to coś zmienia w naszym przeżywaniu tak naprawdę trudno określić. Pewne zasady w niektórych pozostają niezmienne, inni powoli panikują wprowadzając totalny chaos.”Wyrosłam na dziewczynę zamartwiającą się byle czym, bez przerwy wypatrującą wielkich i małych katastrof oraz rozczarowań, których obecność wyczuwałam wszędzie wokół nas”.
  „Wiek cudów” to powieść, która mimo braku tempa akcji, ogromnie przykuwa uwagę czytelnika. Nasza wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach i próbujemy odnaleźć  pewne znaczenia metafizycznych elementów wydarzeń. Zapraszam do świata, w którym każda minuta mimo swojej anonimowości staje się ogromnie ważna a emocje poddane ogromnej próbie. Polecam, naprawdę warto.


.









o



środa, 20 stycznia 2016

Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii - Zuckoff Mitchell

     Zuckoff Mitchell jest profesorem dziennikarstwa na Uniwersytecie Bostońskim. Był finalistą nagrody Pulitzera w kategorii dziennikarstwo śledcze. Ma ogromnie szerokie zainteresowania, jednak jego pasją są katastrofy lotnicze w czasie II wojny światowej. Jego wcześniejsza książka „Uwięzieni w raju” ogromnie spodobała mi się, dlatego jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach następny tytuł tego autora, musiałam sprawdzić, czy również spowoduje on u mnie bezsenną noc i długie wyszukiwania wiadomości w internecie. Ogromnie lubię książki, które ujawniają czytelnikowi fakty mało znane i może nawet niepopularne w taki sposób, że momentalnie stajemy się co prawda biernymi ich obserwatorami, lecz czujemy się wciągnięci w wir zdarzeń. Grenlandia w czasie II wojny światowej była strategicznym miejscem zarówno dla Anglii jak i Ameryki. Okazuje się, że zajęcie tego miejsca przez Niemcy mogłoby mieć ogromny wpływ na przebieg wojny w Europie. Dlaczego? np. znajduje się tam jedyna eksploatowana kopalnia kriolitu, minerału, będącego ważnym składnikiem aluminium, którym pokrywano kadłuby samolotów. I właśnie tam pod koniec 1942 roku amerykański samolot transportowy C-53 rozbija się. Pięcioosobowa załoga przeżywa katastrofę i nadaje sygnał SOS. Na pomoc rozbitkom rusza bombowiec B-17 jednak i on ulega wypadkowi a dziewięcioosobowa załoga, powiększa liczbę rozbitków. Lecący na pomoc samolot amerykańskiej Straży Wybrzeża zaginął w burzy śnieżnej. Fatum? Zrządzenie losu? Niezaprzeczalnie fakty te powodują pięciomiesięczne prowadzenie akcji ratunkowej w czasie której wojsko amerykańskie usiłowało odnaleźć zaginionych i prowadziło nierówną walkę z czynnikami atmosferycznymi. Ogromny chłód, zamiecie, arktyczna zima skutecznie broniła terytorium Grenlandii. Całe wydarzenie można by nazwać nieprawdopodobnym, gdyby nie fakt, że miało miejsce naprawdę. Siedemdziesiąt lat później Zuckoff Mitchell i fotograf Lou Sapienza po ogromnych przygotowaniach wyruszają tropem wydarzeń. Bardzo dobra jest konstrukcja książki. Zuckoff umiejętnie przeplata fakty historyczne ze współczesnym biegiem wydarzeń. Autor opiera się na relacjach rozbitków, którzy przeżyli katastrofę, na dokumentacji i przedstawia w sposób ogromnie realny trud ludzi w takim terenie, w którym bez specjalistycznego przygotowania trudno przeżyć jeden dzień. Walka nie tylko z czynnikami atmosferycznymi, odmrożeniami, lecz przede wszystkim z samym sobą, tutaj trzeba zostawić wszystkie animozje, tutaj jest walka o przeżycie. Autor oprócz szerokiego przedstawienia faktów, stara się rozwiązać zagadkę katastrof. Robi to w sposób ogromnie plastyczny, umiejętnie podnosząc czytelnikowi ciśnienie. Pomimo tego, że wiemy jaki los spotkał głównych bohaterów, w napięciu śledzimy ich losy i nie zgadzamy się na taki bieg wydarzeń. Kibicujemy im, mając nadzieję, że ratunek przybędzie na czas.
   „Lodowe piekło” to książka niebywale precyzyjnie napisana. Widać ogromną pracę autora jaką wykonał zarówno przy poszukiwaniu informacji jak i przygotowywaniu samej wyprawy. Wszystko to sprawiło, że książkę pomimo tego, że zawiera wiele dokumentów historycznych, czyta się dosłownie jednym tchem. Niepokoi, zdumiewa i przypomina, że wiele niezwykłych przypadków tak naprawdę nigdy już nie zostanie wyjaśnionych, ponieważ coraz mniej jest zapaleńców, których pasja jest głównym motorem życia. Zdecydowanie polecam.