sobota, 17 listopada 2018

Fashionistki zrzucają czadory. Moje odkrywanie Iranu - Aleksandra Chrobak

Aleksandra Chrobak to ogromna miłośniczka Bliskiego Wschodu, gdzie przez wiele lat mieszkała. Studiowała iranistykę, religioznawstwo i polonistykę w Krakowie. Jej pierwsza książka „Beduinki na Instagramie” zrobiła na mnie spore wrażenie, to też z zaciekawieniem sięgnęłam po jej najnowszą powieść. Tak naprawdę o Iranie nie widziałam za wiele, był dla mnie jest jednym z tych krajów, o których słyszy się głównie stereotypy. Autorka stara się go pokazać zupełnie z innej strony, ukazać przede wszystkim jego kulturę, gościnność i niezwykłą złożoność. Z każdą stroną, zagłębia się w Iran mniej znany, państwo ogromnie serdecznych ludzi. którzy żyją według pewnych zasad, jak i według których np. meblują swoje mieszkania i domy. Można być zdziwionym troskliwością mieszkańców Iranu, dopytywaniem o zdrowie, chęci niesienia pomocy. Autorka prowadzi nas również przez irańską kuchnię, mnogość zróżnicowanych potraw, ogromną ilość przypraw, fantastycznych słodkości oraz kulturę ich jedzenia. Książka ilustrowana jest zdjęciami autorki, na której widzimy między innymi przygotowania do ślubu irańskiego, kafejki przy górskich potokach, czy właśnie potrawy. Ciekawostką dla mnie było to, jak często Irańczycy korzystają z darów chirurgii plastycznej, jak nie jest to dla nich żadnym przedmiotem tabu i z dumą pokazują zoperowane miejsca. Nie poprawiają oni jednak tylko defektów urody ale również uwielbiają upodabniać się do zachodnich celebrytów. Nie chodzi tu tylko o zmianę twarzy czy fryzury lecz również kolor oczu. Dlatego też centra handlowe pełne są stoisk z kolorowymi soczewkami, dającymi często niesamowite efekty np. wampirycznego wzroku. Jak widać i tutaj moda przyjmuje często niezwykły kierunek. Kulturowa rewolucja jest możliwa dzięki mediom społecznościowym. Dziewczyny bez skrępowania publikują tak swoje zdjęcia, ciężko szukać tam hidżabu. Między innymi właśnie Instagram pozwala na kreatywność jak i prowadzenie własnego biznesu. Wiele dziewczyn rozkręca modowy interes w sieci.
Ogromnie ważną sferą życia mieszkańców Iranu jest religia. Mamy możliwość poznać jej bogatą historię jak i poszczególne odłamy.
Autorka stara się przedstawić wszystkie ważne aspekty życia, w tym jakże interesującym państwie. Z fascynacją śledzi obyczajowość, podpatruje przez uchylone drzwi tamtejsze społeczeństwo. Jej wnikliwe spostrzeżenia przypominają niejednokrotnie badania socjologiczne. Ukazuje Iran jako kraj ogromnych kontrastów zarówno obyczajowych jak i religijnych.

Jej opowieść momentami przypomina interesujący wykład, który profesor okrasza anegdotami i ciekawostkami, w celu większego przykucia uwagi. Czytając nie musimy się targować, dostajemy za niewiele, moc informacji. Gdyby ktoś miał w planach podróż do Iranu, warto z nich skorzystać, na pewno pomoże nam to w codziennym funkcjonowaniu jak i zrozumieć mieszkańców. Polecam

niedziela, 9 września 2018

Żyj wabi-sabi. Japońska sztuka odnajdywania piękna w niedoskonałości - Pointer Adams Julie

  Na pewno doświadczyliście takich chwil, kiedy przyjmując gości, nie wiedzieliście w co pierwsze ręce włożyć i tak naprawdę, nie mieliście kiedy z nimi spokojnie porozmawiać kursując między kuchnią a pokojem, lub cały pilnując czy czegoś nie brakuje na stole. Szczerze, zdarzyło mi się to wielokrotnie, toteż ostatnio powiedziałam -dość, i zamiast przyjmować gości u siebie, zaprosiłam wszystkich do parku na piknik, Od razu było lepiej, każdy miał możliwość spokojnie porozmawiać, odpocząć, patrząc na otaczające drzewa. Nie miałam do tej pory pojęcia, że zaczęłam właśnie postępować zgodnie z filozofią wabi-sabi, która wymaga wolniejszego, spokojniejszego podejścia do życia, takiego jakie możemy kojarzyć z atmosferą japońskiego ogrodu. Nie przepełnionego roślinnością, bez elementów przykuwających uwagę, mają sprzyjać medytacji i pomóc w odnalezieniu głębokiej ciszy.
 Jeśli chodzi o nasze domy, to filozofia wabi-sabi skłania nas, byśmy skupiali się na mniejszej liczbie przedmiotów, za to solidnie wykonanych, takich, które zostaną z nami na długie lata a jak się zepsują można je naprawić. Najciekawsze jest to, że z reguły „skromne” materiały z jakich są wykonane jak drewno, len czy glina często są najdroższe, ponieważ syntetyki są dużo tańsze w produkcji. Jednak są tak zaprojektowane by w krótkim czasie się zepsuły i co chwilę musimy wymieniać je na nowe. W rezultacie kosztują nas zdecydowanie więcej, niż jeden produkt lepszej jakości. Pamiętam jak moja Mama mówiła kupując płaszcz, że „nie stać ją na tani materiał”, i coś w tym było, do tej pory wygląda jak nowy. Tak w samo w naszej kulturze, stół powinien być suto zastawiony, bo nie jeden myśli, pusto znaczy biednie. W filozofii japońskiej stół jest odzwierciedleniem naszego życia, im więcej na nim potraw tym bardziej jesteśmy zabiegani, nie celebrujemy wolnego czasu, tym więcej spraw zaprząta naszą głowę. A wystarczy by leżało parę rzeczy, skupmy się na kolorze i fakturze owoców, czy na prostocie i pięknie ręcznie robionych talerzy.



Julie Pointer Adams zabiera nas w podróż, gdzie filozofia wabi-sabi funkcjonuje od dawna
To Dania, Włochy, Japonia, Francja czy Kalifornia, kraje, gdzie w wielu miejscach preferuje się wizualny minimalizm, który pozwala na docenienie piękna jednego przedmiotu lub daje możliwość spędzenia spokojnych, cichych chwil. Zachód dąży do perfekcjonizmu, w Japonii widać piękno w tym, co niekoniecznie doskonałe. Autorka podkreśla jak bardzo ważne są również dobrze zbilansowane posiłki, jej przepisy są interesujące, a ich wygląd przyciąga wzrok. Doradztwo w dziedzinie wabi-sabi istnieje od dawna a filozofia pozwala na życie w zgodzie z naturą.
Muszę przyznać, że poradnik ten bardzo przypadł mi do gustu, napisany prostym, nie naszpikowanym fachowymi terminami językiem, pozwala na dokładne zrozumienie pewnych zasad czy wskazówek. Ilustrowany jest fotografiami w pięknych, stonowanych kolorach, większości wykonanych przez samą autorkę. Może być fantastycznym prezentem lecz i naszą osobistą, chwilą odskoczni od codzienności. Myślę, że wielu z czytelników nieświadomie żyje w myśl filozofii wabi-sabi, ponieważ hołduje ona również tradycji, którą wielu z nas uważa za ogromnie ważną. Dostrzegać piękno w niedoskonałości, sztuka jakże nieraz trudna a pozwalająca na pełniejsze i na pewno zdrowsze życia. Zachęcam do lektury.





środa, 18 lipca 2018

Ona przyszła ostatnia -Rudzka Teresa Monika



 Sięgnęłam po tę książkę z ogromnej ciekawości. Czytałam wcześniejsze powieści Pani Rudzkiej, ale żadnej z nich nie towarzyszyła taka lekka medialna nagonka. Fascynowało mnie, dlaczego wydawnictwo, w tym samym czasie wydaje dwie książki, w których akcja dzieje się w tym samym środowisku i poruszających podobne problemy. Świat wydawnictw, pisarzy, fascynował niejednego, wiadomo, że z reguły, pisarze są ogromnymi indywidualistami i dobrze, ponieważ na tym polega literatura, aby każdy mógł i pisać ze swojego własnego punktu widzenia. „Przepióreczka” to pensjonat w który ma się odbyć panel literacki na który ma przybyć sporo pisarzy (głównie pań). Uczestniczyć w nim ma tym również właściciel wydawnictwa Józef Mulawa Jest to postać ogromnie interesująca, choć niekoniecznie dająca się lubić, no powiedzmy sobie szczerze, możemy stwierdzić, że osoba ta, jest taką, jakiej nie dawalibyśmy na wzór nikomu, ani osobom związanym z pisarstwem, ani w ogóle nikomu. Bardzo dbał o własne interesy, o zaspokajanie swoich różnorakich potrzeb. Józef Mulawa myślał że jest ponad wszystkim i okazało się, że srogo mylił się. Ktoś nie wytrzymał i go....zamordował. Kto i dlaczego? Już na samym początku śledztwa okazuje się, że powodów praktycznie miała połowa uczestników zjazdu, a wizyty przed śmiercią złożyła mu spora grupa odwiedzających. Kto więc stoi za tym czynem? Oprócz policji, dochodzeniem zajmuje się jedna z pisarek. Jest to osoba której pierwowzór w życiu ogromnie lubię i cenię. Tutaj autorka troszeczkę ją wydaje mi się „ucharakteryzowała” ale jeżeli ktoś pracuje jak ona jako neurochirurg, jest ogromnie skrupulatna i umie bardzo szybko łączyć fakty. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę wcześniej niż policjantom? Czy osoby biorący udział w panelu, mogą pochwalić się tym, że mają czyste sumienie? Ogromnie podobał mi się sposób przedstawienia przez autorkę bohaterów, stworzyła bardzo wyraziste postacie, do których na pewno uważny czytelnik będzie dopasowywać osoby współcześnie żyjące i tworzące lub związane ze światem wydawniczym. Tak naprawdę to galeria osób o niezwykle silnych osobowościach, nawet jeżeli się wydaje, że któraś z nich jest słaba i nie daje sobie rady w życiu, jest to naprawdę swoisty kamuflaż. Autorka bardzo skrupulatnie przedstawiła w swojej książce pewne zasady panujące w wydawnictwach. Miejmy nadzieję, że połowa z nich była stworzona tylko na potrzeby powieści, bo nie raz włos się jeży na głowie. I to właśnie chyba spowodowało, że książka dosyć szybko zdobyła medialne poparcie, choć spotkałam się z tym, że została mocno zganiona za sposób opisu, za swego rodzaju agresywność. Zupełnie nie odnoszę takiego wrażenia, książkę czyta się naprawdę znakomicie, szybka fabuła, barwni bohaterowie, bardzo wnikliwa pani detektyw i to, co ogromnie lubię w powieściach pani Rudzkiej, to drugie dno. A jakie ? Czego dotyczy? Myślę, że najlepiej doszukać się samemu. Ja ze swojej strony polecam ją, jako bardzo dobrą lekturę, z bardzo dobrym wątkiem sensacyjnym. Nie nudziłam się czytając ją ani przez moment, chwilami otwierałam oczy ze zdumienia, śmiałam się, jak zaczęłam czytać, to nie mogłam zrobić przerwy i ten fakt wydaje mi się najlepszą rekomendacją. Zdecydowanie polecam

piątek, 23 marca 2018

Trupia Farma. Nowe śledztwa Bill Bass, Jon Jefferson

 
    Bill Bass to amerykański antropolog sądowy, najbardziej znany z badań nad osteologią oraz rozkładem ludzkich zwłok. Jest on założycielem Ośrodka Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennessee, zwanego Trupią Farmą. Jon Jefferson to dziennikarz i filmowiec dokumentalista, współautor powieści kryminalnych i książek zajmujących się tematyką badania ciał po śmierci.
W tym tomie znajduje się aż 13 spraw, w których dzięki współczesnym badaniom i pracy zespołowej, poznajemy historię popełnionych przestępstw. Autorzy podkreślają, że praca zespołu sądowego obejmuje nie tylko różne specjalności ale i dziesięciolecia badań, oraz coraz to nowsze wynalazki. Nie przypuszczałam, że tak ważna może być praca entomologów, którzy mogą określić jak długo owady żywiły się zwłokami. Brzmi to okropnie ale jest ogromnie pomocne w badaniach. Bardzo ważne jest również badania pleśni, temperatura i wilgotność powietrza. Antropolog, gdy dostaje do oceny ciało lub szkielet musi ustalić cztery kluczowe elementy: płeć, rasę, wzrost i wiek zmarłego. Później następuje próba przyporządkowania ofiary do nazwiska z listy sporządzonej przez policję, na podstawie informacji uzyskanych od krewnych, sąsiadów i gapiów.
Muszę przyznać, że ogromne wrażenie zrobiły na mnie metody pracy, ogromna systematyczność, dokładność ludzi współpracujących z Trupią Farmą jak i samych jej pracowników. Z biegiem przedstawionych wydarzeń, to co na początku wydawało mi się ogromnie mroczne i trochę odrażające, stawało się przejrzyste i logiczne. Pracując przy ludzkich kościach, badacze traktują je również jako materiał, który może pomóc w ogólnej identyfikacji ras czy płci. Często zdarza się jednak, że denat miał rodziców różnej narodowości i z różnych kontynentów, stanowi to wówczas dodatkową trudność. Nie ma jednoznacznych wskaźników, które pozwalają na szybkie określenie pochodzenia.
W tych czasach, można określić wiek właściwie każdego odnalezionego szkieletu, pozwala to również na duże wzbogacenie wiadomości historycznych dotyczących danego okresu. Archeolodzy również często mają w swojej pracy do czynienia z pewną identyfikacją odnalezionych szczątków osób. Z kolei antropolog sądowy może pomóc policji, podając sposób w jaki ktoś zginął; czy pchnięto go nożem, zastrzelono, uduszono, czy też zabito w inny sposób , który pozostawił charakterystyczne ślady na kościach.
  „Trupia Farma. Nowe śledztwa” to ogromnie interesująca lektura dla miłośników prozy np. Kathy Reichs, serialu „Kości”, czy też wszystkich tych, co uwielbiają prozę dokumentalną. Innych może odrobinę znużyć czy też nawet trochę przerazić, oczywiście wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Przedstawiony w niej ogrom pracy na pewno wzbudza podziw i szacunek. Zdecydowanie godna poleceni

wtorek, 23 stycznia 2018

Sandra Sitron Moon Journal

  
    Każdy ma dni, kiedy czuje się zdecydowanie lepiej i takie, w których od samego rana nic mu nie wychodzi. Dlatego przy planowaniu ważnych zdarzeń, warto wesprzeć się pewną pomocą naukową jaką są poradniki i swojego rodzaju kalendarze jak „ Moon Journal”. Podzielony na sfery znaków zodiaku, uświadamia, że astrologia nic nie traci na swojej aktualności i jak to dawno temu władcy zawsze korzystali z jej wiedzy, tak i my możemy dzięki niej wiele dowiedzieć się na swój temat. Autorka oprócz zamieszczonych wiadomości na temat każdego znaku, podsuwa również pewne wskazówki na ten rok. Ja jako Rak najbardziej byłam zainteresowana wytycznymi dla urodzonych w czasie jego panowania. Autorka sugeruje, że ogromnie ważna jest obserwacja samego siebie, swoich zachowań w czasie np. pełni i dni ją poprzedzających. Podane afirmacje na dany miesiąc mają pomóc w budowaniu lepszego samopoczucia. Ciekawą częścią poradnika są urodzinowe tablice wizualizacyjne. Mają na celu pomóc zdefiniować cele na przyszły rok i budować afirmacje.
Nie wiedziałam, że pierwsze cztery znaki zodiaku nazywane są osobistymi i pomagają zrozumieć samych siebie. Niespodzianką było dla mnie, że Rak to znak kardynalny, a jego energia bardzo pobudza do działania. Rola każdego ze znaków to skupienie się na innych afirmacjach, celach, problemach. Bardzo korzystne jest dla każdego z nas zrozumienie i poznanie cyklu księżyca.
We wskazanych jego fazach kryją się różne afirmacje ale również widoczny jest jego wpływ na nasze samopoczucie. Autorka wspomina również o dużym znaczeniu ziół dla naszego organizmu jak i odpowiednio dobranych kryształach, które mogą wzmocnić nas swoją energią jak i otoczyć pewną ochronna warstwą.
   Warto sięgnąć po „Moon Journal” i choć spróbować skupić się na sobie, na swoich potrzebach, dążeniach. Jeśli nie wierzymy w pewne rolą astrologii w naszym życiu, to zawsze warto odnaleźć kontak z naturą i dzięki temu odzyskać wewnętrzną równowagę. Pięknie wydany, w fioletowych barwach, które są jednocześnie kojące i wyciszające jak i pobudzające do działania. Są to kolory, bardzo bliskie osobom, które zajmują się własnym rozwojem i interesują psychologią. Często zapominamy w codziennym pędzie jak ważna jest dla każdego sfera duchowa i rozwój osobisty. Nasz brak czasu nie pozwala nam często zrealizować planu dnia. Może warto porównać nasze cele sprzed wielu lat z tymi obecnymi. Naprawdę po konfrontacji możemy być niemiło zaskoczeni. Czas to zmienić.



Twój osobisty przewodnik, który pozwoli ci odnaleźć harmonię z naturą i wewnętrzną równowagę. Dzięki Moon Journal złapiesz swój rytm – zdrowia, miłości i kariery.

Oślepieni blaskiem ekranów smartfonów zapomnieliśmy o naturalnym rytmie życia, który wyznaczają cykle faz Księżyca i gwiazdy. Moon Journal pomoże ci do niego powrócić i właściwie nastawić twój zegar biologiczny.

Moon Journal powie ci, który wieczór będzie najlepszy na randkę, kiedy warto porozmawiać z szefem o podwyżce i kiedy… po prostu odpuścić. Nie tylko pokaże, jak działa zegar życia regulowany przez fazy Księżyca, ale i praktycznie doradzi, jak wykorzystać jego wskazania, aby odnaleźć szczęście i wejść na drogę osobistego rozwoju.