środa, 18 lipca 2018

Ona przyszła ostatnia -Rudzka Teresa Monika



 Sięgnęłam po tę książkę z ogromnej ciekawości. Czytałam wcześniejsze powieści Pani Rudzkiej, ale żadnej z nich nie towarzyszyła taka lekka medialna nagonka. Fascynowało mnie, dlaczego wydawnictwo, w tym samym czasie wydaje dwie książki, w których akcja dzieje się w tym samym środowisku i poruszających podobne problemy. Świat wydawnictw, pisarzy, fascynował niejednego, wiadomo, że z reguły, pisarze są ogromnymi indywidualistami i dobrze, ponieważ na tym polega literatura, aby każdy mógł i pisać ze swojego własnego punktu widzenia. „Przepióreczka” to pensjonat w który ma się odbyć panel literacki na który ma przybyć sporo pisarzy (głównie pań). Uczestniczyć w nim ma tym również właściciel wydawnictwa Józef Mulawa Jest to postać ogromnie interesująca, choć niekoniecznie dająca się lubić, no powiedzmy sobie szczerze, możemy stwierdzić, że osoba ta, jest taką, jakiej nie dawalibyśmy na wzór nikomu, ani osobom związanym z pisarstwem, ani w ogóle nikomu. Bardzo dbał o własne interesy, o zaspokajanie swoich różnorakich potrzeb. Józef Mulawa myślał że jest ponad wszystkim i okazało się, że srogo mylił się. Ktoś nie wytrzymał i go....zamordował. Kto i dlaczego? Już na samym początku śledztwa okazuje się, że powodów praktycznie miała połowa uczestników zjazdu, a wizyty przed śmiercią złożyła mu spora grupa odwiedzających. Kto więc stoi za tym czynem? Oprócz policji, dochodzeniem zajmuje się jedna z pisarek. Jest to osoba której pierwowzór w życiu ogromnie lubię i cenię. Tutaj autorka troszeczkę ją wydaje mi się „ucharakteryzowała” ale jeżeli ktoś pracuje jak ona jako neurochirurg, jest ogromnie skrupulatna i umie bardzo szybko łączyć fakty. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę wcześniej niż policjantom? Czy osoby biorący udział w panelu, mogą pochwalić się tym, że mają czyste sumienie? Ogromnie podobał mi się sposób przedstawienia przez autorkę bohaterów, stworzyła bardzo wyraziste postacie, do których na pewno uważny czytelnik będzie dopasowywać osoby współcześnie żyjące i tworzące lub związane ze światem wydawniczym. Tak naprawdę to galeria osób o niezwykle silnych osobowościach, nawet jeżeli się wydaje, że któraś z nich jest słaba i nie daje sobie rady w życiu, jest to naprawdę swoisty kamuflaż. Autorka bardzo skrupulatnie przedstawiła w swojej książce pewne zasady panujące w wydawnictwach. Miejmy nadzieję, że połowa z nich była stworzona tylko na potrzeby powieści, bo nie raz włos się jeży na głowie. I to właśnie chyba spowodowało, że książka dosyć szybko zdobyła medialne poparcie, choć spotkałam się z tym, że została mocno zganiona za sposób opisu, za swego rodzaju agresywność. Zupełnie nie odnoszę takiego wrażenia, książkę czyta się naprawdę znakomicie, szybka fabuła, barwni bohaterowie, bardzo wnikliwa pani detektyw i to, co ogromnie lubię w powieściach pani Rudzkiej, to drugie dno. A jakie ? Czego dotyczy? Myślę, że najlepiej doszukać się samemu. Ja ze swojej strony polecam ją, jako bardzo dobrą lekturę, z bardzo dobrym wątkiem sensacyjnym. Nie nudziłam się czytając ją ani przez moment, chwilami otwierałam oczy ze zdumienia, śmiałam się, jak zaczęłam czytać, to nie mogłam zrobić przerwy i ten fakt wydaje mi się najlepszą rekomendacją. Zdecydowanie polecam