Sięgnęłam
po tę książkę z ogromnej ciekawości. Czytałam wcześniejsze
powieści Pani Rudzkiej, ale żadnej z nich nie towarzyszyła taka lekka medialna nagonka. Fascynowało mnie, dlaczego
wydawnictwo, w tym samym czasie wydaje dwie książki, w których
akcja dzieje się w tym samym środowisku i poruszających podobne
problemy. Świat wydawnictw, pisarzy, fascynował niejednego,
wiadomo, że z reguły, pisarze są ogromnymi indywidualistami i
dobrze, ponieważ na tym polega literatura, aby każdy mógł i pisać
ze swojego własnego punktu widzenia. „Przepióreczka” to
pensjonat w który ma się odbyć panel literacki na który ma
przybyć sporo pisarzy (głównie pań). Uczestniczyć w nim ma tym
również właściciel wydawnictwa Józef Mulawa Jest to postać
ogromnie interesująca, choć niekoniecznie dająca się lubić, no
powiedzmy sobie szczerze, możemy stwierdzić, że osoba ta, jest
taką, jakiej nie dawalibyśmy na wzór nikomu, ani osobom związanym
z pisarstwem, ani w ogóle nikomu. Bardzo dbał o własne interesy, o
zaspokajanie swoich różnorakich potrzeb. Józef Mulawa myślał że
jest ponad wszystkim i okazało się, że srogo mylił się. Ktoś
nie wytrzymał i go....zamordował. Kto i dlaczego? Już na samym
początku śledztwa okazuje się, że powodów praktycznie miała
połowa uczestników zjazdu, a wizyty przed śmiercią złożyła mu
spora grupa odwiedzających. Kto więc stoi za tym czynem? Oprócz
policji, dochodzeniem zajmuje się jedna z pisarek. Jest to osoba
której pierwowzór w życiu ogromnie lubię i cenię. Tutaj autorka
troszeczkę ją wydaje mi się „ucharakteryzowała” ale jeżeli
ktoś pracuje jak ona jako neurochirurg, jest ogromnie skrupulatna i
umie bardzo szybko łączyć fakty. Czy uda jej się rozwiązać
zagadkę wcześniej niż policjantom? Czy osoby biorący udział w
panelu, mogą pochwalić się tym, że mają czyste sumienie?
Ogromnie podobał mi się sposób przedstawienia przez autorkę
bohaterów, stworzyła bardzo wyraziste postacie, do których na
pewno uważny czytelnik będzie dopasowywać osoby współcześnie
żyjące i tworzące lub związane ze światem wydawniczym. Tak
naprawdę to galeria osób o niezwykle silnych osobowościach, nawet
jeżeli się wydaje, że któraś z nich jest słaba i nie daje sobie
rady w życiu, jest to naprawdę swoisty kamuflaż. Autorka bardzo
skrupulatnie przedstawiła w swojej książce pewne zasady panujące
w wydawnictwach. Miejmy nadzieję, że połowa z nich była stworzona
tylko na potrzeby powieści, bo nie raz włos się jeży na głowie.
I to właśnie chyba spowodowało, że książka dosyć szybko
zdobyła medialne poparcie, choć spotkałam się z tym, że została
mocno zganiona za sposób opisu, za swego rodzaju agresywność.
Zupełnie nie odnoszę takiego wrażenia, książkę czyta się
naprawdę znakomicie, szybka fabuła, barwni bohaterowie, bardzo
wnikliwa pani detektyw i to, co ogromnie lubię w powieściach pani
Rudzkiej, to drugie dno. A jakie ? Czego dotyczy? Myślę, że
najlepiej doszukać się samemu. Ja ze swojej strony polecam ją,
jako bardzo dobrą lekturę, z bardzo dobrym wątkiem sensacyjnym.
Nie nudziłam się czytając ją ani przez moment, chwilami
otwierałam oczy ze zdumienia, śmiałam się, jak zaczęłam
czytać, to nie mogłam zrobić przerwy i ten fakt wydaje mi się
najlepszą rekomendacją. Zdecydowanie polecam
