„To hazard,ale hazard ma to do
siebie, że można przegrać lub wygrać. Ten kto gra, zawsze musi
się liczyć z przegraną, lecz ten, kto nie gra, nie wygra nigdy.”
- Waldemar Łysiak
Ostatnio czytałam dużo książek, o
których naprawdę mogę napisać, że były dobre. W każdej jakiś
poruszany problem dotyczył mnie bezpośrednio a ich wielowymiarowość
nie powodowała nudy i budziła zainteresowanie. Za każdym razem
jednak jak brałam do ręki nową powieść, miałam nadzieję, że
będzie ona tą wyjątkową, która zostanie już w mojej pamięci na
zawsze, a we mnie wzbudzi podziw do autora. Lawrence Osborne to
brytyjski pisarz dziennikarz i podróżnik, mieszkający obecnie w
Bangkoku. Studiował języki nowożytne w Fitzwilliam College w
Cambridge i na Uniwersytecie Harvarda. Jego wcześniejsza powieść
„Przebaczenie” podobała mi się lecz czułam pewien niedosyt.
Czegoś mi w niej brakowało, wydawała się niepełna treściowo.
Dlatego z ogromną chęcią sięgnęłam po „Balladę o drobnym
karciarzu” z nadzieją, że ona zrekompensuje mi ten pewien brak.
Główny bohater, niegdyś szanowany człowiek, popęłnia
przestępstwo i musi uciekać z kraju. Lord Doyle (tak nazywają go
miejscowi) zatrzymuje się w Makau, wielkiej, przeludnionej kolonii,
pełnej luksusowych hoteli jak i wielonarodowej rzeszy mieszkańców.
Jego domem staje się największe w mieście kasyno, gdzie trwoni
wszystko co ma na grę w bakarat. Powoli zatraca się w nocnym życiu-
drinkach, zabawie, prostytutkach. Gdy jednak na swojej drodze spotyka
ją – Dao Ming- chińską kurtyzanę, wszystko dla niego zaczyna
mieć pewien aspekt nierealności, przytłumienia. Rozpoczną się
dla niego dni, w których oprócz hazardu, pewnych nawyków, zabawy
ujawnią się inne aspekty życia, przeżywania i codzienności.
Autor kreśli postacie swoich bohaterów po mistrzowsku. Ogromnie
prawdziwi, emanujący pewnymi tęsknotami, zwracają na siebie uwagę
czytelnika, który skupiając się na nich, na ich przeżyciach,
byciu, zwraca coraz mniejszą uwagę na swoistość prowadzonej
fabuły. Piękny język powieści momentami hipnotyzuje, wprowadza w
klimat kolorowego miejsca, lecz jakże pełnego złudzeń i
straconych nadziei. Czułam się jakby autor, uchylił rąbka
tajemnicy i pozwolił bezpośrednio uczestniczyć mi w życiu miasta
i dał możliwość poczuć jego zarówno pewną mroczność jak i piękno
przenikających kolorów.
Autor w powieści nie stroni od
trudnych tematów ; hazard, uzależnienie, brak jakiejkolwiek
nadziei, chroniczne kłamstwa, to podstawowe elementy fabuły. Tak
samo dywaguje nad ludzka naturą, głównie skupiając się na
jej ciemnych stronach. Wszechobecna wina, brak żalu za popełnione
przestępstwa, niemożność odczuwania głębszych emocji. Uczucia
ulegają pewnym modyfikacjom niepozwalającym na głębsze
odczuwanie. Jedynie smutek widoczny o każdej porze dnia jak pośredni
główny bohater, uzupełnia ciąg zdarzeń. Ogromną zaletą tej
książki, pomimo jej nietypowej monotonii jest pewna duchowość,
którą czytelnik momentalnie wyłapuje, która jest czymś, co
stanowi barierę pomiędzy stanami euforii głównego bohatera a jego
ciężką depresją. Czy jest on w stanie zrozumieć swoje uczucie do
Dao Ming, czy jest w stanie wyrwać się ze swojego snu i naprawdę
go poczuć ? Czy młoda kobieta istnieje naprawdę, czy też jest
wytworem jego chorej już wyobraźni ? Co dzieje się faktycznie, a
co jest tylko pewnym wyobrażeniem?
Powieść ta po prostu mnie zachwyciła.
Nie spodziewałam się, że historia karciarza, hazardzisty dostarczy
mi tak dużej palety emocji, w której co prawda dominował smutek,
lecz jakże wielowymiarowy. Bo przecież i on może być twórczy i
wskazywać pewien kierunek, którym podążamy. Zdecydowanie polecam
spróbować i takiej drogi.
.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz