Zuckoff Mitchell jest profesorem dziennikarstwa na Uniwersytecie
Bostońskim. Był finalistą nagrody Pulitzera w kategorii
dziennikarstwo śledcze. Ma ogromnie szerokie zainteresowania, jednak
jego pasją są katastrofy lotnicze w czasie II wojny światowej.
Jego wcześniejsza książka „Uwięzieni w raju” ogromnie
spodobała mi się, dlatego jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach
następny tytuł tego autora, musiałam sprawdzić, czy również
spowoduje on u mnie bezsenną noc i długie wyszukiwania wiadomości
w internecie. Ogromnie lubię książki, które ujawniają
czytelnikowi fakty mało znane i może nawet niepopularne w taki
sposób, że momentalnie stajemy się co prawda biernymi ich
obserwatorami, lecz czujemy się wciągnięci w wir zdarzeń.
Grenlandia w czasie II wojny światowej była strategicznym miejscem
zarówno dla Anglii jak i Ameryki. Okazuje się, że zajęcie tego
miejsca przez Niemcy mogłoby mieć ogromny wpływ na przebieg wojny
w Europie. Dlaczego? np. znajduje się tam jedyna eksploatowana
kopalnia kriolitu, minerału, będącego ważnym składnikiem
aluminium, którym pokrywano kadłuby samolotów. I właśnie tam pod
koniec 1942 roku amerykański samolot transportowy C-53 rozbija się.
Pięcioosobowa załoga przeżywa katastrofę i nadaje sygnał SOS. Na
pomoc rozbitkom rusza bombowiec B-17 jednak i on ulega wypadkowi a
dziewięcioosobowa załoga, powiększa liczbę rozbitków. Lecący
na pomoc samolot amerykańskiej Straży Wybrzeża zaginął w burzy
śnieżnej. Fatum? Zrządzenie losu? Niezaprzeczalnie fakty te
powodują pięciomiesięczne prowadzenie akcji ratunkowej w czasie
której wojsko amerykańskie usiłowało odnaleźć zaginionych i
prowadziło nierówną walkę z czynnikami atmosferycznymi. Ogromny
chłód, zamiecie, arktyczna zima skutecznie broniła terytorium
Grenlandii. Całe wydarzenie można by nazwać nieprawdopodobnym,
gdyby nie fakt, że miało miejsce naprawdę. Siedemdziesiąt lat
później Zuckoff Mitchell i fotograf Lou Sapienza po ogromnych
przygotowaniach wyruszają tropem wydarzeń. Bardzo dobra jest
konstrukcja książki. Zuckoff umiejętnie przeplata fakty
historyczne ze współczesnym biegiem wydarzeń. Autor opiera się na
relacjach rozbitków, którzy przeżyli katastrofę, na dokumentacji
i przedstawia w sposób ogromnie realny trud ludzi w takim terenie, w
którym bez specjalistycznego przygotowania trudno przeżyć jeden
dzień. Walka nie tylko z czynnikami atmosferycznymi, odmrożeniami,
lecz przede wszystkim z samym sobą, tutaj trzeba zostawić wszystkie
animozje, tutaj jest walka o przeżycie. Autor oprócz szerokiego
przedstawienia faktów, stara się rozwiązać zagadkę katastrof.
Robi to w sposób ogromnie plastyczny, umiejętnie podnosząc
czytelnikowi ciśnienie. Pomimo tego, że wiemy jaki los spotkał
głównych bohaterów, w napięciu śledzimy ich losy i nie zgadzamy
się na taki bieg wydarzeń. Kibicujemy im, mając nadzieję, że
ratunek przybędzie na czas.
„Lodowe piekło” to książka niebywale precyzyjnie napisana.
Widać ogromną pracę autora jaką wykonał zarówno przy
poszukiwaniu informacji jak i przygotowywaniu samej wyprawy. Wszystko
to sprawiło, że książkę pomimo tego, że zawiera wiele
dokumentów historycznych, czyta się dosłownie jednym tchem.
Niepokoi, zdumiewa i przypomina, że wiele niezwykłych przypadków
tak naprawdę nigdy już nie zostanie wyjaśnionych, ponieważ coraz
mniej jest zapaleńców, których pasja jest głównym motorem życia.
Zdecydowanie polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz