Na swojej drodze na szczęście
napotyka też i dobrych ludzi i właśnie dzięki jednemu z nich
zostanie otoczony w końcu właściwą opieką i możliwa jest jego
adopcja. Trafia do Australii, do rodziny, która jest w stanie
zaoferować mu oprócz miłości to wszystko, na co nie mógłby mieć
możliwości w swoim rodzinnym kraju. Opieka medyczną, możliwość
wykształcenia, te rzeczy wydają się dla nas czymś codziennym i
dostępnym. Indie to jednak kraj olbrzymich kontrastów a bieda jest
jedną z największych na świecie. Saroo nigdy nie zapomniał swojej
rodziny. Jego marzeniem jest odnaleźć ją, czy jest to jednak
możliwe? Czy zaufa swojej pamięci a jego postanowienie będzie na
tyle silne aby mu podołać?
Czytając tę książkę trudno
momentami nie poddać się wrażeniu, że jest ona tylko i wyłącznie
fikcją. Pewne wydarzenia, sytuacje, wydają się na tyle
nieprawdopodobne, że z trudem przyjmujemy do wiadomości – to
działo się naprawdę. I jest to zdecydowany atut tej powieści.
Zarówno główna postać jak i jej historia, wzbudza taki ogrom
emocji, że nie sposób poddać im się i stać się bezpośrednimi
uczestnikami zdarzeń.
Według mnie jest to książka o
niesamowitej tęsknocie; za matczyną miłością, miejscem do
którego w jakiś sposób się przynależało. Dla Saroo rodzina
stanowiła kwintesencję istnienia, gdy zaginął był tak mały, że
nie poznał jeszcze innego świata. Wspaniałe jest to, że w tej
chwili nowoczesne technologie są niebywale przydatne w takich
poszukiwaniach a i przez to kontakt z wieloma osobami zdecydowanie
ułatwiony.
Każdy z nas ma w swojej pamięci
miejsca, z którymi się utożsamia, i bez których jego przeszłość
wydaje się mieć luki czy być niepełna. Główny bohater wyrusza w
podróż aby odnaleźć również cząstkę siebie, pozostawioną w
rodzinnej miejscowości. Czy uda mu się ją odnaleźć?
Zdecydowanie polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz