niedziela, 25 grudnia 2016

Lion. Droga do domu - Saroo Brierley

     Tylko życie potrafi stworzyć taką historię, o jakiej nam by się nawet nie śniło. To, co w powieściach wydaje się często niemożliwe, w rzeczywistości okazuje się prawdziwe. Losy ludzi bywają tak skomplikowane, że często nie dajemy im wiary, posądzając kogoś o dużą wyobraźnię, lecz życie zawsze zweryfikuje prawdę. Pięcioletni Saroo, czekając na brata na dworu kolejowym zasypia, po przebudzeniu wpada w panikę i szukając rodziny, wchodzi do pociągu i znów morzy go sen . Gdy budzi się w oddalonej półtora tysiąca kilometrów Kalkucie, ciężko wyobrazić sobie nawet jak może dać radę i do czego będzie zmuszony, aby przeżyć. Niewyobrażalne zastraszanie, głód, ciągła ucieczka przed handlarzami organów ludzkich, żebranie o cokolwiek do jedzenia.
Na swojej drodze na szczęście napotyka też i dobrych ludzi i właśnie dzięki jednemu z nich zostanie otoczony w końcu właściwą opieką i możliwa jest jego adopcja. Trafia do Australii, do rodziny, która jest w stanie zaoferować mu oprócz miłości to wszystko, na co nie mógłby mieć możliwości w swoim rodzinnym kraju. Opieka medyczną, możliwość wykształcenia, te rzeczy wydają się dla nas czymś codziennym i dostępnym. Indie to jednak kraj olbrzymich kontrastów a bieda jest jedną z największych na świecie. Saroo nigdy nie zapomniał swojej rodziny. Jego marzeniem jest odnaleźć ją, czy jest to jednak możliwe? Czy zaufa swojej pamięci a jego postanowienie będzie na tyle silne aby mu podołać?
    Czytając tę książkę trudno momentami nie poddać się wrażeniu, że jest ona tylko i wyłącznie fikcją. Pewne wydarzenia, sytuacje, wydają się na tyle nieprawdopodobne, że z trudem przyjmujemy do wiadomości – to działo się naprawdę. I jest to zdecydowany atut tej powieści. Zarówno główna postać jak i jej historia, wzbudza taki ogrom emocji, że nie sposób poddać im się i stać się bezpośrednimi uczestnikami zdarzeń.
Według mnie jest to książka o niesamowitej tęsknocie; za matczyną miłością, miejscem do którego w jakiś sposób się przynależało. Dla Saroo rodzina stanowiła kwintesencję istnienia, gdy zaginął był tak mały, że nie poznał jeszcze innego świata. Wspaniałe jest to, że w tej chwili nowoczesne technologie są niebywale przydatne w takich poszukiwaniach a i przez to kontakt z wieloma osobami zdecydowanie ułatwiony.
    Każdy z nas ma w swojej pamięci miejsca, z którymi się utożsamia, i bez których jego przeszłość wydaje się mieć luki czy być niepełna. Główny bohater wyrusza w podróż aby odnaleźć również cząstkę siebie, pozostawioną w rodzinnej miejscowości. Czy uda mu się ją odnaleźć?
Zdecydowanie polecam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz